Pomagałem Mangle, opiekunce szczeniąt pilnowac piesków. W między czasie patrzyłem jak szczeniaki się bawią. Wszystkie, co do jednego. Po chwili mała suczka border collie usiadła i westchnęła.
- Co się stało, Mała? - podszedłem do niej i spytałem cicho.
- Nic...
- No powiedz, nie musisz się bac... - szepnąłem.
- Ja po prostu chciałabym miec rodzinę!
- Masz... A szczeniaki? Twoje rodzeństwo?
Suczka nie odpowiedziała i poszła do kącika, z dala od wszystkich. Westchnąłem i usiadłem. Nie wiem, czy byłbym dobrym rodzicem, ale warto spróbowac... Poczułem obowiązek opieki nad tą suczką. Powtórzyłem to Mangle.
- Jak chcesz. - powiedziała. - Ja chyba też kogoś przygarnę...
Nie myśląc więcej, gdy dzień dobiegał końcowi, zawołałem suczkę.
- Hej, Mała.
- Anima. - odparła.
- No dobrze, Anima. - uśmiechnąłem się. - Chodźmy do domu.
- Ale... jakiego domu...? - pisnęła zdezorientowana.
- No, mojego. - wyjaśniłem, nie przestając się uśmiechac. - Chciałabyś, żebym cię przygarnął?
- Tak! Pewnie, ale... Mogę...?
- Oczywiście!
- Hurra!!! - krzyknęła suczka. - Mam dom, mam dom, prawdziwy dom!!!
- No tak, chodźmy już, zobaczysz swój dom. - zaśmiałem się.
Wróciliśmy razem do domu, a ja powiedziałem Ann wiele rzeczy, o mnie, o sforze i o zasadach. Ona też wiele mi opowiedziała. Wieczorem, gdy się położyłem, Anima wyszeptała:
- Ja... Winner... Ja... Dziękuję.
- Nie masz za co. - szepnąłem. - Ja cieszę się, że cię mam.
Przytuliłem ją i zasnęliśmy spokojnie.
~Od tej pory Anima rośnie jak na drożdżach. Wiele potrafi, jest posłuszna, ale i waleczna oraz pewna siebie. A ja wiem, że to była dobra decyzja.~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz