Kolejny nudny, pusty dzień... Nic się nie dzieje, chwila... Powoli wychodzę z jaskini słysząc głosy, zobaczyłem Winnera z kilkoma szczeniakami. Powoli wyszedłem i otrzepałem się, mozolnym krokiem podszedłem do niego.
- Witaj. - Przywitałem się i zacząłem patrzeć na szczeniaki.
- Hej. - Uśmiechnął się lekko.
- Co tu robią te wszystkie szczeniaki ? - Zapytałem.
- Znalazłem je. - Powiedział i zaczął liczyć szczeniaki. - Jednego brakuje. - Mruknął.
- Znajdę go. - Powiedziałem.
- Hm... Na pewno chcesz? - Zapytał.
-Tak, w końcu i tak nie mam nic do robienia. - Zaśmiałem się.
Zawróciłem i odbiegłem, zacząłem się zastanawiać gdzie może być szczeniak. Zacząłem tropić, wyczułem jakiś zapach, był on delikatny, kwiatowy. Zacząłem iść tropem, doszedłem do małego, rozłożystego drzewa, tam trop się urwał. Cicho westchnąłem i usiadłem pod drzewem. Spojrzałem w górę i na jednej z gałęzi ujrzałem zwisający ogon.
- Chwila...- Szepnąłem mrużąc oczy.
Szybko wstałem i oparłem łapy o drzewo, głośno szczeknąłem a sylwetka szczenięcia poruszyła się w moją stronę.
- Kim jesteś? - Zapytał młody dziewczęcy głos.
- Jestem Rambo, nie musisz się mnie bać, zejdź proszę.- Szczeknąłem.
Suczka szybko zeskoczyła z drzewa i cicho prychnęła.
- Opiekun cie na mnie nasłał? - Warknęła lekko.
- Nie ważne, wiem że jesteś z adopcji i musisz wracać. - Mruknąłem.
- Nie mam zamiaru! Chcę, chcę być wolna! Chcę znaleźć dom! Chcę robić to, co chcę! - Mówiła z nadzieją, pełna energii.
Zamyśliłem się, siedziałem cicho i patrzyłem w ziemię.
- Do końca dnia czas spędzasz ze mną. - Oznajmiłem.
- Ok. - Uśmiechnęła się.
Poszliśmy nad jezioro, usiadłem przy brzegu a suczka wbiegła na pomost.
- Ej mała! Mam do ciebie pytanie. - Krzyknąłem.
- Jakie? - Zdziwiła się.
- Jak cie nazywają? - Zapytała.
- Nie wiem! Nie mam imienia. - Zaśmiała się.
Nagle zza krzaków wyszła czarna sylwetka psa z ogniem w pysku.
- Uważaj! - Krzyknąłem i zacząłem biec w stronę małej.
Pies zaczął ją straszyć ogniem, oparzył jej pysk i wepchał do wody. Suczka zaczęła się topić, podbiegłem na pomost i wskoczyłem do wody. Uratowałem małą, gdy doszła do siebie ulżyło mi.
Gdy suczka doszła do siebie i wyschła poszliśmy na łąkę, upolowałem dla niej i dla siebie jedzenie, nastała noc, położyliśmy się i oglądaliśmy gwiazdy.
- Zawsze marzyłam żeby mieć dom... Ale cóż, zostałam wywalona... - Westchnęła.
- Chciałbym cie zaadoptować. - Westchnąłem. - Co ty na to? - Dodałem.
Suczka odwróciła się w moją stronę i wskoczyła na mnie, zaczęła się śmiać i cieszyć.
- Tak! Tak! Tak! - Mówiła w kółko.
Następnego dnia poszliśmy do Winnera w sprawie adopcji, wszystko poszło po mojej myśli.
- Od teraz nazywasz się Zoe. - Westchnął cicho i łza spłynęła mu po pysku.
- Czemu płaczesz? - Zapytała.
- Nie ważne, podoba ci się imię? - Zapytałem.
- Bardzo. - Uśmiechnęła się.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz