Popchnąłem drzwi i weszliśmy. W środku było prawie pusto, nie licząc kelnerów za ladą i jakiejś pary. Zajęliśmy miejsca przy dwuosobowym stoliku. Myślałem, że nas wyrzucą, ale kelner podszedł do nas i uśmiechnął się. Położył menu na stole i odszedł.
- Hmm.... Co chcesz? - szepnąłem do Ness.
- Mmm... - mruknęła suczka. - Skąd mam wiedziec?
- No, ja też nie wiem.
Wtedy kelner podszedł i podał nam lody śmietankowe i herbatniki (xd).
- Proszę bardzo. - zaśmiał się i poszedł.
Po chwili kawiarnia opustoszała i szybko zjedliśmy swoje dania. Zaszczekaliśmy do kelnera. Wyszliśmy, ale gdy tylko opuściliśmy próg kawiarenki, spadła na nas klatka. Czułem tylko, że wsadzili nas do samochodu i słyszałem śmiech ludzi, m.in. kelnera.
~Pół godziny później~
Jechaliśmy jakimś samochodem, nie wiem gdzie. Siedzieliśmy w klatce, w bagażniku.
- Ness... - szepnąłem. - Ja... Przepraszam...
- To nie twoja wina. - suczka próbowała się uśmiechnąc.
- Będzie dobrze. - wyszeptałem. - Coś wymyślimy.
"Przynajmniej mam taką nadzieję" - dodałem w myślach. Nagle samochód zatrzymał się. Drzwi bagażnika zostały otwarte. Jednak my z Ness dalej siedzieliśmy w ciemnej klatce.
- Jak otworzą - powiedziałem. - Wiejemy.
Ness pokiwała głową w milczeniu.
- No dobra, Jack, dwa psy, border collie i biały owczarek szwajcarski, na moje oko suczka i pies. Nie mam rodowodu, to ten kelner mi zadzwonił. - usłyszeliśmy chropowaty głos.
- No dobra, przeżyję z nimi bez rodowodu, pokaż no mi je. - powiedział 'tajemniczy' Jack.
Drzwiczki klatki powoli się otwarły. Szepnąłem do Ness:
- Teraz!
Wyskoczyliśmy z klatki. Byliśmy na jakimś parkingu w lesie. Stało tu tylko jedno auto, oprócz tego którym tu przyjechaliśmy. Już miałem biec, gdy zobaczyłem, że złapali Ness. Warknąłem i popatrzyłem na naszego "kierowcę". Rzuciłem się na niego od tyłu, a on upadł. Owy Jack przytrzymał Ness mocniej. Suczka wyrywała się, ale na marne. Podbiegłem do mężczyzny i ugryzłem go w nogę. Kopnął mnie, ale nie puściłem. Potrząsłem nim, a on jęknął i puścił Ness. Popatrzył na swoje ręce i szarpnął mnie i rzucił.
- Uciekaj! - krzyknąłem do suczki.
Popatrzyła na mnie z wahaniem, ale jak zobaczyła, że Jack zbliżył się do mnie, uciekła do lasu. Mężczyzna popatrzył na swojego kolegę. Ten jednak pokręcił głową, pobiegł do auta i odjechał.
- Ty tchórzu! - krzyknął za nim.
Wyciągnął z kieszeni zapałki. Wstałem i warknąłem, a on zapalił ogień i rzucił jakieś dwa metry za mną. Popatrzyłem na Jack'a. Podbiegłem i skoczyłem na niego. Upadł. Wyszczerzyłem kły. Panicznie spojrzał na mnie. Warknąłem i zbliżyłem się do niego. Krzyknął. Westchnąłem. Nie zrobię mu tego. Zeszedłem z niego i oddaliłem się szybko w stronę lasu. Mężczyzna odczołgał się w stronę stojącego na parkingu auta i odjechał. Popatrzyłem na ogień, który powoli zbliżał się do mnie, pochłaniając parking. Wtedy zdałem sobie sprawę z niebezpieczeństwa i utykając, uciekłem do lasu. Biegłem przez las, gdy usłyszałem krzyk, gdzieś z tyłu.
- Winner!
To była Ness. Biegła za mną. Stanąłem.
- Ness! Miałaś uciekac! - powiedziałem do niej.
- No niby, tak, ale nie mogłam! Patrzyłam, jak walczysz z tym człowiekiem.
- Dobra, dobra! Musimy uciekac!
Biegliśmy paręnaście minut, przepłynęliśmy potok, przebiegliśmy Miasteczko i chwilę później dotarliśmy na tereny sfory.
- Uff... Było blisko. - westchnąłem, gdy Ness pożegnała się i poszła z Maroon do swojej jaskini. - Dobranoc.
- Dobranoc. - powiedziała i odeszła.
W mojej jaskini opowiedziałem Animie co się stało, i poszliśmy spac.
~Rano~
Poszedłem z Animą na polowanie na łąkę. Upolowaliśmy trzy jelenie i zobaczyłem Ness i Maroon.
- Cześc. - powiedziałem do Ness. - Jeleni sami nie zjemy, przyłączycie się?
<Ness? Miła kawiarnia zmieniona w krwiożerczą przygodę xdd>